Coś do posłuchania i poczytania

Bez tytułu - KopiaZapraszam do słuchania moich artykułów z Przekroju. Tematycznie podzieliłem je na cztery rodzaje: Magia liczb i inne choroby, Historie śmiesznie alternatywne, Variacje oraz Roczniki narzekacza. Na pewno coś przypadnie Wam do gustu. Może ciekawostki o 21 drzewach, które były świadkami historycznych wydarzeń i wciąż szumią wokół nas? Albo opowieść o tym, jak wyglądałby świat, gdyby ludzie zapadali w sen zimowy? A może chcecie dowiedzieć się, jak omal nie zamieniłem się w zombie? Jeśli nie, to pozostają Wam narzekania na każdy możliwy dzień roku… Posłuchajcie! Miłej zabawy.

czas-mocy_plakatPolska, połowa lat osiemdziesiątych. To czas kryzysu i strachu przed wojną atomową, ale – z drugiej strony – także pora nowych rozrywek: gigantycznej popularności listy przebojów radiowej Trójki oraz szału na komputery Atari i kasety wideo. W tym okresie pewne miasto na Mazurach nieoczekiwanie staje się areną dziwnych wydarzeń rodem z filmu sensacyjnego.

W ich centrum znajdzie się grupka nastolatków zakochanych w Gwiezdnych wojnach, którzy muszą nagle i szybko dorosnąć. Ich rodziny przechodzą ciężkie chwile, a gra toczy się nie tylko o ludzkie życie, lecz także o losy świata znajdującego się na krawędzi totalnej zagłady!

Jak napisał jeden z recenzentów, Czas mocy to powieść łącząca fenomeny Kapitana Żbika oraz Stranger Things. Można ją kupić tutaj. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej – zapraszam na FB oraz na oficjalną stronę książki.

a6e1ec61cb63bcdc575821835033ccf0

Krew Habsburgów to trzecia już część cyklu o XIX-wiecznym detektywie amatorze Kamilu Kordzie. Wcześniej rozwiązywał zagadkę „mordu rytualnego” w Galicji i tropił w Londynie Kubę Rozpruwacza. Tym razem pewna kryminalna sprawa zawiedzie go do Wiednia. W świat wielkiej polityki i groźnych ambicji, zabójczej miłości i śmiertelnie niebezpiecznych intryg…

Jest rok 1889. W młodym arcyksięciu burzy się krew Habsburgów. Chce zmienić świat, nie zważając na konsekwencje. Kto inny krwi Habsburgów łaknie – dla własnej zemsty. W rezultacie Austro-Węgry czeka kryzys, z którego mogą nie wyjść cało…

Znajdziecie w tej powieści sensację, romans, politykę i zemstę. Czeka Was podróż w epokę Franciszka Józefa i cesarzowej Sissi, w czasy zamachowców, spirytystów, intryg oraz zbrodni w Mayerlingu, która wstrząśnie całą Europą.

Uwaga! Wraz z Krwią Habsburgów do sprzedaży trafiło też drugie wydanie Nocy sztyletników.

 

Labirynt Stanisława Augusta

btrhdr

Przy okazji rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja zawsze wraca temat króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Bo przecież pozostały po nim nie tylko Łazienki (na zdjęciu), obiady czwartkowe i opowieści o romansie z Katarzyną Wielką. Czy był patriotą, aczkolwiek bardzo ostrożnie mierzącym siły na zamiary, czy też naiwnym pięknoduchem i marionetką carycy? Przy tej okazji sięgnąłem do swojego archiwum i polecam kilka arcyciekawych materiałów: 1) wywiad o walce konfederatów barskich przeciw królowi wybranemu z rosyjskim poparciem; 2) wyjaśnienie, jak miała wyglądać inspirowana przez ruch masoński Świątyni Opatrzności (Stanisław August wmurował jej kamień węgielny w pierwszą rocznicę uchwalenia Konstytucji); 3) artykuł o zapomnianym władcy, który według Konstytucji miał objąć polski tron po Poniatowskim. Życzę ciekawej lektury!

Znak zwycięstwa nad Berlinem

MINOLTA DIGITAL CAMERA

Czy to Janek Kos z kolegami z Rudego 102 wywiesił flagę nad Berlinem 75 lat temu? Nie. Czy Polacy w ogóle wywiesili swój sztandar na budynku Reichstagu? A może biało-czerwona znalazła się na słynnej berlińskiej Kolumnie Zwycięstwa (zdjęcie powyżej) 2 maja 1945 roku? Kiedyś, lata temu, kilkakrotnie zajmowałem się tym tematem. Rozmawiałem m.in. z sędziwym weteranem Antonim Jabłońskim. »Byliśmy na Kolumnie Zwycięstwa w piątkę« – opowiadał mi w wywiadzie. – »Służyłem w artylerii, na radiostacji, przy kierowaniu ogniem. Kiedy weszliśmy tam pierwszy raz, to jeszcze niemieckie działa biły i leciały pociski. Godzina druga w nocy, maj, ciemno. Weszliśmy w głąb niemieckich pozycji. Patrzymy; stoi tam wieża jakaś. (…) Na wieży widać zaś tego anioła, postawionego na znak zwycięstwa. A wysokości miał chyba przeszło trzy metry. Mieliśmy płachtę, którą rozkładaliśmy obok, żeby nasze samoloty nas nie bombardowały. Czerwono-białą, trzy na trzy. Drzewce wycięliśmy w parku, obok kolumny. Płachtę przyszyliśmy do niego tym niemieckim kablem, który leciał po schodach kolumny. Weszliśmy w piątkę na wieżę, do tego anioła. Do jego ręki uczepiliśmy tę płachtę na drzewcu”.

Co ciekawe po wojnie przez lata nie wspominano w PRL o tym wydarzeniu, jakby nie liczył się wysiłek polskich żołnierzy, a tylko radzieckich. Potem z kolei krążyły niestworzone historie o strzelaninie między Polakami a czerwonarmistami przy zawieszaniu naszej flagi w innym miejscu, na Reichstagu.  To, że doszło do jakiegoś nieporozumienia potwierdzały polskie żołnierki, które były wówczas w Berlinie.

Jaka jest prawda? Na pewno ciekawe jest już samo jej odsłanianie. Czasem trzeba lat, by wyszła na jaw. W końcu tak było ze słynnym zdjęciem czerwonoarmistów zawieszających czerwony sztandar na Reichstagu. Dziś wiadomo, że radzieckie władze wielokrotnie manipulowały tą historią… 

 

Nieśmiertelni templariusze

DSC01591

Jak doszło do zagłady zakonu templariuszy i co po nich zostało? Jaką zagadkę kryje śmierć ostatniego wielkiego mistrza? Komu i czym zawinili? Zapraszam do lektury. Na zdjęciu: przepiękny zamek w portugalskim Tomar, zbudowany przez templariuszy, a następnie przejęty przez powołany w ich miejsce Zakon Rycerzy Chrystusa.

Mazurskie dramaty

Mazurskie dramaty

Za każdym razem, gdy oglądam w telewizji ekranizację Potopu, irytuje mnie wyprawa Kmicica z Tatarami przysłanymi na służbę Rzeczypospolitej. Jej kulminacją była bitwa pod Prostkami 8 października 1656 r. Zwycięstwo zwycięstwem, ja zastanawiam się nad tym, co działo się dalej. Czyli nad tym, czego widzom i czytelnikom Potopu oszczędzono, a co wydarzyło się kilkanaście kilometrów od miejsca bitwy: w Ełku i okolicach.

Ełk był wówczas częścią Prus Książęcych, które pozostawiły Rzeczpospolitą i stanęły po stronie szwedzkich agresorów. W tej sytuacji król Jan Kazimierz wysłał na teren Mazur wyprawę karną z udziałem Tatarów. Z tym, że Andrzej Kmicic naprawdę nazywał się Gabriel Wojniłłowicz. I wcale nie musiał stoczyć pojedynku z księciem Bogusławem Radziwiłłem po bitwie pod Prostkami. I nie trzymał ordyńców w ryzach, lecz pozwalał im łupić, ile wlezie. Nic dziwnego, że Tatarzy rzucili się na pobliski Ełk, na tzw. „polskie starostwa” Prus. Tak pisałem o tym kiedyś dla Tygodnika Powszechnego (nr z 04.10.2011):

„Wojska Subchana Ghazi Agi złupiły głównie starostwo ełckie, oleckie i piskie. Najbardziej ucierpiało to pierwsze. Spośród 7 tysięcy ludzi, wziętych w jasyr w ciągu kilku dni po bitwie, to stamtąd pochodziło prawie 3 tysiące. Byłoby jeszcze więcej, gdyby nie to, że w samym Ełku część ludności skryła się na zamku. (…) Ale nie wszyscy mieszkańcy Mazur mieli tyle szczęścia. Kilkuset cywili zginęło, dochodziło też do spektakularnych okrucieństw. Nabijano ludzi na pal i żywcem palono. W kościołach, podczas kazań, mordowano duchownych i wiernych. Co istotne, Tatarzy puszczali z dymem świątynie protestanckie, a starali się oszczędzać katolickie. To, że najbardziej niszczyli obszar, znany jako »polskie starostwa« nikogo już nie obchodziło. To nie język ani nazwisko stało się wyznacznikiem polskości, lecz wiara katolicka”.

Po prostu inaczej postrzegano wówczas te sprawy niż dzisiaj. Nikt także nie protestował, gdy Tatarzy pędzili te tysiące wziętych do niewoli ludzi, mówiących po polsku, przez ziemie Rzeczpospolitej. Ordyńcy w najlepsze (i zgodnie z umową, wedle której wysłali wsparcie dla Jana Kazimierza) zabrali ich tysiąc kilometrów dalej na południe, do Budziaku i na Krym, na targi niewolników.

„Pewien Tatar wspominał w Księdze podróży Eweliji Czelebiego, że choć był biedny, to dostał w udziale »aż siedem dziewek i trzech pachołków«. W jasyr trafili Kobylińscy, Sokołowscy, Glińscy… Mnóstwo polskich nazwisk. Mężowie, dzieci, rodziny. (…) Warto zwrócić uwagę, że jeńców brali i sprzedawali nie tylko Tatarzy. Późniejszy wojewoda witebski Jan Antoni Chrapowicki wspominał w swoim Diariuszu: »Od dragona kupiłem Prusaczka, chłopka Jaśka z ryńskiego powiatu, spod Ełku, od naszych wziętego«. Na teren Prus wtargnęły też samorzutnie grupy szlachty z Mazowsza. Zdarzało się, że Tatarom pomagali nawet miejscowi »ochotnicy«. Poza stratą kilku tysięcy ludzi, wziętych w jasyr, i kilkuset zabitych cywilów, »polskie starostwa« ucierpiały w jeszcze jeden sposób. W zniszczonym regionie zaczęły się szerzyć epidemie i głód. Według historyka Maxa Toeppena w ich wyniku umrzeć mogło nawet osiemdziesiąt tysięcy ludzi”.

I ledwie minęło pięćdziesiąt lat, a Ełk i całe Mazury dotknęła jeszcze straszniejsza tragedia: wielka epidemia dżumy (czytaj tutaj). Drugi tak tragiczny okres miasto przeżyło tylko w XX wieku, gdy ucierpiało podczas obu wojen światowych.

Na zdjęciu: kościół w Miłkach. To najstarsza, bo postawiona w XV wieku, zachowana świątynia na Mazurach. Jednak z tamtej epoki przetrwało tylko prezbiterium, ponieważ resztę spalili właśnie Tatarzy w 1656 roku.

Echo przeszłości

dav

Lubię to uczucie podczas spaceru, gdy znienacka wyrasta przede mną relikt z innej epoki. Swoista ambasada czasów minionych. Zapomniana, czasem wręcz wyparta, rzeczywistość sprzed lat. A może wciągnęły mnie jakieś splątane nici czasu?