O Czarnobylu różnym językiem

DSC09420

Nie milkną echa serialu Czarnobyl. Wielu widzów okrzyknęło go jednym z najlepszych w historii. Jak ma się rzeczywistość filmowa do radzieckiej codzienności? Biorąc pod uwagę, że to serial amerykański, można było się spodziewać rozmaitych uproszczeń i błędów. „Realia ZSRR są dokładnie takie, jakie pamiętam z dzieciństwa” – pochwalił jednak znajomy, któremu przyszło spędzić kilka lat na wschodzie w tamtych czasach. Dyskusyjne pozostaje podejście twórców filmu do samych faktów dotyczących katastrofy z 1986 roku: część z nich udramatyzowano, zakłócono też chronologię.

Tak czy inaczej, serial odniósł sukces. I nieoczekiwanie zaczął rozkręcać… turystykę. Coraz więcej chętnych zgłasza się do biur podróży, by odwiedzić miejsce dramatu. Także książki o Czarnobylu znów stały się poszukiwanym towarem. Najbardziej wymowną artystyczną opowieścią o katastrofie i związanych z nią ludziach pozostaje wstrząsająca Czarnobylska modlitwa (można jej posłuchać tutaj) białoruskiej noblistki Swietłany Aleksijewicz. Korzystali z tej książki także twórcy serialu. Na początku czerwca Aleksijewicz powiedziała dla telewizji Belsat: „Jestem ciekawa jak wypadł, choć w przybliżeniu wiem, co wybrali z moich książek. Omawialiśmy to. Ale chciałabym zobaczyć, jak to wygląda. Bardzo się cieszę, bo na świecie powstało już wiele filmów i wiele sztuk na podstawie moich książek, szczególnie Czarnobylskiej modlitwy. Ale po raz pierwszy, wnioskując z sieci społecznościowych, film poruszył tyle osób. Wcześniejsze przechodziły bez echa”.

A jak czuliśmy się wtedy w 1986 roku w Polsce, także narażonej na skutki katastrofy?  My, wychowani w latach osiemdziesiątych, pokolenie Czasu mocy? Co wiedzieliśmy, a co przed nami ukryto? Warto przypomnieć nakręcony kilka lat temu polski Teatr Telewizji Czarnobyl. Cztery dni w kwietniu. Można go (bezpłatnie i legalnie) obejrzeć w sieci.