Dwa bieguny zwiedzania

Malbork a Szaniec

Kilka dni temu miałem okazję pokazać gościom z zagranicy dwa niezwykłe historyczne miejsca: Wilczy Szaniec oraz Malbork. I były to (niestety) dwa bieguny zwiedzania. W Wilczym Szańcu świat jakby stanął w miejscu wiele lat temu. Siermiężna infrastruktura, rozpaczliwe rozglądanie się za odpowiednim przewodnikiem, informacje dla zwiedzających ograniczające się do kilku plansz… To może wystarczyć dla grupy siwych jak gołąbki turystów z Niemiec, ale niekoniecznie np. dla młodych Amerykanów. A przecież Wilczy Szaniec to miejsce fascynujące, znane z książek i filmów. Miejsce – dla wielu turystów z zagranicy –  wciąż nieodkryte.

Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w Malborku. Poza wielką planszą z robiącym wrażenie zdjęciem pokazującym zamek po drugowojennych zniszczeniach, turyści dowiadują się wszystkiego z wygodnego audioprzewodnika, automatycznie włączającego się w konkretnych miejscach i zachęcającego do wnikliwego zwiedzania. I o to chodzi! Brakowało może tylko wyraźnego oznaczenia na mapie, jakie są naprawdę najważniejsze i najcenniejsze elementy kompleksu zamkowego, „must-see” dla turystów.

Ktoś powie, że w porównaniu z Malborkiem, w Wilczym Szańcu niewiele jest do zwiedzania. Mniej na pewno, ale wcale nie tak mało. Trzeba to tylko pomysłowo zaprezentować. Turyści odwiedzający np. antyczne ruiny w Rzymie czy miastach greckich, mogą korzystać z programów na tablety i smartfony pokazujących, jak wyglądało dane miejsce w czasach świetności. Dlaczego w Wilczym Szańcu nie można zobaczyć fachowej rekonstrukcji tego kompleksu oraz okoliczności najsłynniejszego zamachu na Hitlera? Żeby była jasność: nie chodzi o zamienianie tego miejsca w jakiś nazistowski Disneyland, tylko o pełne pokazanie znaczenia i grozy kwatery głównej przywódcy III Rzeszy.

Może Lasy Państwowe, które opiekują się Wilczym Szańcem, pójdą po rozum do głowy i nieco zainwestują w obiekt, który naprawdę mógłby przekazać ważne historyczne treści i przyciągnąć miliony turystów?