Ból kości

IMG_20170907_160923 - Kopia

Czy familijne gry planszowe muszą być takie grzeczne i uładzone? Głupie pytanie. Pewnie, że muszą, bo inaczej przestałyby być „familijne”. Jednak czasem korci mnie, żeby dodać coś niepokojącego. Weźmy gry ze średniowiecznym tłem. Gdyby tak w „Carcassonne” ogłaszano krucjatę, na którą gracze musieliby oddelegować kilka swoich pionków – czyli bezpowrotnie traciliby część swoich ludzi? A może w „Tajemnicy opactwa” mnich, który najczęściej zaglądał do zakazanych ksiąg i najrzadziej bywał u spowiedzi, powinien bać się spalenia na stosie? Zaś w „Osadnikach z Catanu” gracz, który dwa razy z rzędu użył zbójów, traciłby wszystkie dobra trzymane na ręku i na kolejkę lądował w lochu?

Wiem, przepisów nie zmienia się ot, tak sobie. Przecież ktoś spędził dziesiątki godzin nad ich wymyślaniem. Czasem jednak chciałoby się zrobić na planszy małą „jesień średniowiecza” (w sensie tarantinowskim). Inna sprawa, że gdy parę lat temu kupiłem „Rattusa” – planszówkę o walce z zarazą w XIV-wiecznej Europie – nie miałem z kim w nią grać, bo towarzystwu wydawała się za posępna. I bądź tu człowieku mądry.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s