Historia, której nie było (II)

IMG_20170408_100752

Nikt nie śmiał się Gajuszowi Juliuszowi sprzeciwić. Ten odrzucił dawną wspaniałomyślność – w końcu wielu z zamachowców było jego przeciwnikami z czasów wojny domowej, którym niegdyś wybaczył – i przy oddaniu armii oraz fanatycznym uwielbieniu tłumów starł wszelką opozycję. „Ojciec ojczyzny” przyjął też w końcu koronę królewską. A nim skarlały senat obdarzył go już za życia przydomkiem „boski”, wódz wyruszył na wschód ku podbojom, które ostatecznie miały przyćmić sławę Aleksandra Macedońskiego.

Zaczął od przeniesienia dworu – wpierw do ulubionego Ilium, dawnej Troi – a następnie do egipskiej Aleksandrii. Później ruszył na Partię, aby pomścić 30 tysięcy rzymskich trupów, jakimi kilkanaście lat wcześniej usiał nieszczęsny Krassus pustynny krajobraz pod Carrhae. Przeciw Cezarowi nie pomogły Partom miliony wypuszczonych strzał i tysiące siejących przerażenie ciężkozbrojnych jeźdźców. Błyskotliwością, krwią i przekupstwem, a także przypłacając kampanię śmiercią Marka Antoniusza (co do którego niewiedzy w kwestii planowanego w idy marcowe zamachu nigdy nie pozbył się wątpliwości) Gajusz Juliusz odzyskał legionowe orły i ostatecznie upokorzył Partię. Po trzech latach wrócił do Europy, aby podbić bogatą w złoto Dację: wprawdzie ludną, bitną i groźną, lecz rozdartą bratobójczymi walkami.

Lata jednak mijały i na Cezara, choć „boskiego”, czekała zwykła ludzka śmierć. Ataki epilepsji stawały się coraz poważniejsze, kondycja wyraźnie gorsza. Kleopatra mogła jeszcze ekscytować go łóżkowymi uciechami, odmładzać praktykami rzekomych uzdrowicieli, bawić zakładami w topienie milionów sestercji w perłach rozpuszczanych podczas uczt w occie. Potrafiła nawet zadbać o wieczną wielkość Cezara rozkazując, aby wśród jęków popędzanych batem tysięcy niewolników wznoszono na jego cześć gigantyczną piramidę, chociaż tajniki budowy wielkich grobowców faraonów dawno zostały pogrzebane w pustynnym piachu… Jednak czasu nawet Kleopatra nie była w stanie oszukać.

Tymczasem młody Oktawiusz, kiedyś pewny zaadoptowania przez Gajusza Juliusza i liczący nawet na przejęcie władzy po śmierci „boskiego” krewniaka, musiał się teraz liczyć z konkurencją. Cezarion – rodzony syn Cezara i Kleopatry – wydawał się oczywistym następcą. Choć Oktawiusz wsławił się podczas wojny z Partami, nikt w sterroryzowanym, zgnuśniałym i przejedzonym Rzymie nie miał zamiaru poprzeć jego ewentualnych pretensji…

Tak mogłaby potoczyć się historia, gdyby Cezar nie zginął w zamachu. Oczywiście, to tylko dywagacje (choć bazujące na wiedzy historycznej). Można im zarzucić np. że Cezar wprowadziłby za dużo nowości. Nowa nieformalna stolica: Aleksandria lub Ilium. Nowi bogowie: w tym sam Cezar, już tak nazywany za życia. Nowy porządek. Nowe podatki. Nie, Rzym nie pozwoliłby narzucić sobie takich zmian!

Może więc lepiej bawić się w historię alternatywną z większym przymrużeniem oka? W najbliższym numerze „Przekroju” (2/2018) zaproponuję właśnie coś takiego. Nie z Juliuszem Cezarem w roli głównej, lecz z Polakami…

PS. Na zdjęciach ilustrujących oba posty na temat alternatywnej historii rzymskiego wodza znajdują się rzeźby Igora Mitoraja (zm. 2014), wystawione niedawno w Pompejach.